Jarmark bożonarodzeniowy Wrocław


Jak co roku chciałabym być na jarmarku bożonarodzeniowym. Marzy mi się Colmar, Wiedeń czy Paryż. Jednak kiedy tylko nadarzy się okazja to i nasz Wrocław odwiedzam z miłą chęcią. I tym razem miałam ku temu sposobność. Musiałyśmy z Zuzą odwiedzić klinikę Przylądek Nadziei jako kontrolę. Niestety wyniki nie są zbyt dobre i czeka nas kolejne leczenie. No cóż, czasem tak bywa , że nie układa się po naszej myśli. Jednak na razie nie chcę o tym wspominać, bo jestem dobrej myśli .Więc , tak jak zawsze jestem z moimi dziećmi gdzieś na wizytach lekarskich to staram się po nich trochę uprzyjemnić ten wyjazd. Tym razem postawiłam na jarmark. I jak zawsze to strzał w dziesiątkę.



O

Spacerując między straganami czujesz magię świąt. Szkoda tylko ,że byłyśmy w godzinach dopołudniowych  , po spacer po zmroku, w blasku światełek robi mega klimat. No i choinka ... Choinka w centrum jest fantastyczna. Z milionem kolorowych lampek. Oczywiście był tez prezencik od Świętego Mikołaja - czapka ,różowa, puchata, styl góralski. Sama taką bym sobie kupiła. Teraz trochę mi jej brakuje hihihi.





W tym roku na jarmarku we Wrocławiu pojawiła się karuzela - choinka. Bombki to wagoniki, które unoszą się na choince i z góry można podziwiać cały Rynek. Nie było mowy abyśmy z tego nie skorzystały. Frajda na całego. Pogoda mimo , że było pochmurno , pozwoliła na swobodne spacerowanie między kramikami. Nie padało i nie wiało. Temperatura znośna, lekko na minusie. Bez czapeczki uszka by ucierpiały.


Nie skorzystaliśmy ze słynnej gorącej czekolady czy winka grzanego na świeżym powietrzu, gdyż zaprosiłam moją pannę do kawiarni Blossome Cafe. Sam wystrój przyciąga aby zasiąść wygodnie w fotelu i napawać się widokiem. Nie mówię jaki rarytas dla podniebienia gdy człowiek otrzyma swoje zamówienie. My wybrałyśmy mono porcje w świątecznym wydaniu. Ja jak zwykle kawę , a córcia matche zieloną. Moje dziecko było bardzo zadowolone. Takie chwile z moją córką nie zdarzają się zbyt często, więc ten moment był dla mnie jak miód na serce.





Trafiłyśmy nawet na rozmownego Łosia, który robił show , a wszystkie oczy były zwrócone właśnie na niego. Było pozowanie w jarmarcznych kubeczkach i przy stoiskach pełnych słodyczy, wyrobów rzemieślniczych itp. 

No i trafiliśmy do raju krówkowego. Krówki wszystkich smaków na kilku metrach kwadratowych w centrum Wrocławia. Raj dla moich dzieci i mojego mężusia. Po drodze mijaliśmy krainę żelków , a teraz tu... krówkowe love.

Wrocław to miasto krasnali i tych malutkich i tych dużych. Gdzie się nie obejrzysz możesz je spotkać. Kiedyś w lato przyjedziemy z moja bandą i będziemy szukać ich w każdym zakamarku stolicy Dolnego Śląska.

W Przylądku już tez bardzo świątecznie. Zaraz na wejściu wita nas choinka i Mikołaj. To choć odrobina magii w tym świecie. Pamiętam jak my czekaliśmy na powrót do domu na święta. Teraz znów tu powracamy, ale tylko na pobyt całodzienny i mam nadzieję , że nie będziemy musiały tu pozostać na dłużej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zima zima zima

Zima w tym roku trochę się zagościła. Śnieg sypnął i to całkiem sporo. Miałam nawet problem z dojechaniem do moich podopiecznych. Moje autko...