Lipiec 2026 i pełnia wakacji

Lipiec to czas na jagody. Nie może się obejść bez pierogów i jagodzianek. Chociaż raz , jeden jedyny raz , ale musi być. Inaczej lato nie zaliczone. Udało mi się nawet dwa razy zrobić jagodzianki . Jaka ja byłam szczęśliwa. Mogłam zjeść do bólu , bez ograniczeń, na swojskim cieście i z farszem wypchanym po brzegi. Zresztą tak samo z pierogami. Zrobiłam duże i z 70 sztuk. Tak więc każdy mógł delektować się chwilą.



W tym roku tylko jedna lilia olbrzymia mi zakwitła i to ta biała. W swoim ogrodzie mam jeszcze bordową i czarną. Piękne są , takie wielkie i pachnące. Przeważnie zostawiam je w ogrodzie , ale tym razem postanowiłam udekorować nią stół. 

Spotkała mnie w tym miesiącu również miła niespodzianka. Zostałam zaproszona na 50-tkę ( no wyobrażacie sobie, 50 lat?!!!Ja nie mogę uwierzyć!!!) mojej koleżanki ze szkolnej ławy. Co za wspaniałe spotkanie, zwłaszcza że jakiś czas nie widziałyśmy się gdyż ona wyemigrowała do Niemiec. Były co prawda rozmowy telefoniczne od czasu do czasu , ale tak na dłużej nigdy nie było okazji. No a teraz ta dam - urodzinki. Było cudownie. Wybawiłam się na maksa. Impreza jak wesele z pełną ilością niespodzianek. Jedzenie swojskie, pyszne. Po prostu cudownie. Ja jeszcze pół roku mogę się cieszyć moimi 49,5 lat. Chociaż według moich prywatnych ustaleń mam 25  hehehe.







Lipiec na rzepakowym wzgórzu to zielona magia. Teraz kiedy prawie non stop pada kolor zielony aż kłuje w oczy. Lubię ten czas, zaraz po żółtych rzepakach. Cieszmy się tą chwilą bo za momencik kombajny wyruszą w pola i wszystko dookoła poszarzeje. Drzewa stracą swoją soczystość przechodząc w kolejny etap .  Teraz na ogrodzie zaczynają królować hortensje i trawy. Ojej jak to wszystko cudownie wygląda. Biel pomieszana z zielenią. Zastanawiam się nad kolejnymi na sadzeniami tychże roślinek. One po prostu robią robotę. Do tego nastrojowe oświetlenie i będzie jak w magicznym ogrodzie.






W lipcu również odbyło się jak co roku Święto Rodziny. I tym razem nie zabrakło nas na tej zabawie. Ja oczywiście pełniąca dyżur jako pomoc pielęgniarska. Lubię ten dzień ze względu na moje pociechy, a najbardziej na moja mała Calineczkę. Ona najbardziej skorzystała z atrakcji . Starsza chętnie mi towarzyszyła przy stoliku, ale nie chciała uczestniczyć w konkursach. Za to mała podeszła prawie do każdego , dzięki czemu otrzymała parę gadżetów , które połechtały jej malutkie serduszko.
 Jest trochę bojaźliwa , ale dobra motywacja słowna daje radę. Tak więc nawet przejechała się na motocyklu i bardzo jej się podobało. Tak jak powtarzam to wielokrotnie : najpierw spróbuj , odważ się , a potem powiedz że tego nie lubisz i nie jest to w twoim stylu.





Największą atrakcją nie tylko moich panienek , ale chyba każdego dziecka na tym festynie była piana. Ile radości , śmiechu , tarzania się było. Dobrze , że to jest na zakończenie imprezy bo inaczej byłoby kiepsko z ubraniami. Mokre, szczęśliwe i zmęczone ( przynajmniej jeżeli chodzi o Sarę) wróciłyśmy do domu.


Jak co miesiąc z moimi psiapsi udajemy się do Ratuszowej na degustacje smakołyków połączonych z winem. Tym razem był tatar w różnych odsłonach. Powiem, że niczego sobie. Dwa były rybne : łosoś i tuńczyk, kolejny z buraka ( no nie spodziewałam się , że będzie mi tak smakował)i kolejne dwa z wołowinką. Miłe spotkanie przy lampce wina, cudownych opowieściach o ich produkcji i doborze dań przez szefa kuchni. Co miesiąc przenosimy się w nowe zakątki świata smakując to co najlepsze w danej kuchni. 

Tak jak mówiłam nie raz całe życie jestem na diecie bo niestety los podrzuca mi takie o to jaja. Co chwila któraś z moich koleżanek ma urodziny i przynosi takie o to cudeńka. Wmusza w nas te jedzonko bo oczywiście jak nie zjemy to będzie musiała wyrzucić, a nie po to się narobiła aby na to patrzeć i temu podobne. No w miesiąc w miesiąc balujemy. Nie mówiąc już o tym ,że  lipiec to miesiąc wakacji , a więc towarzyskich spotkań, grillów itp. Hmmm...czyli na diecie będę dopiero od września? Nie!!!! Po prostu ograniczę wszystko do minimum i ruszę dupsko z kanapy. W końcu obiecałam sobie , że to będzie mój rok.






 Lipiec jeszcze nie powiedział ostatniego słowa. To dopiero połowa miesiąca więc jeszcze dużo przede mną. A moja ukochana psinka nie opuszcza mnie na krok. Cudowny widok, a jeszcze lepszy dotyk. Love you my sweet pet.

Czerwiec 2026


Czerwiec zaczął się bardzo wysoką temperatura otoczenia. Dziewczyny były zachwycone, że mogły wreszcie rozpocząć sezon basenowy. Zresztą ja także, no bo kto nie lubi pływać i moczyć się w baseniku. Nawet nasza psinka nie omieszkała zanurzyć się w kąpieli wodnej.



Przy takich upałach to należy zadbać o odpowiednie nawodnienie. Naszym hiciorem jest arbuz z lodówki zblendowany z kostkami lodu i cytryną. Mega ochłodzenie na te bardzo gorące dni. Wychodzi jak slushy.
Zakończenie roku szkolnego odbyło się z przytupem. Udało mi się zabukować bilety na koncert Sanah na stadionach. Mimo wielkiej duchoty i perypetiach z dojazdem ( zawsze jest problem!) to było mega warto!!!!
Dziewczynki przeszczęśliwe. Śpiewały do każdego utworu. Sara pierwszy raz widziała tyle osób na stadionie, a dzięki implantowi ślimakowemu mogła też usłyszeć . Koncert trwał 3 godziny i naprawdę był cudowny. W powrocie do domu zasnęły ze zmęczenia i gorąca. Na następny dzień muzyka Sanah dźwięczała od rana w głośnikach i na ustach moich gwiazd.


Obowiązkowo musiałyśmy być ubrane na biało i mieć wianki na głowie.











Odwiedziła nas nasza pani fotograf  i zrobiła nam prześliczną sesję zdjęciową. Niedługo będzie jak dwa lata funkcjonuje Centrum Zdrowia.


No i oczywiście miesiąc czerwiec to nie tylko Dzień Dziecka, koniec roku , ale także Dzień Taty. Odkąd pojawiły się w naszej rodzince dzieci , zawsze pamiętamy o takich dniach. Mimo , że nie ma z nami już Miśka ciałem, to pamiętamy, czujemy i kochamy. Nie mogło Go zabraknąć na wspólnej fotce z tatą. Dobrze , że jest AI . Dzięki tej technologii człowiek może stworzyć swoje marzenia. Były prezenty, tiramisu truskawkowe od synka, sernik z truskawkami na zimno od panienek oraz pełno buziaków i uścisków. Pielęgnujmy i celebrujmy te nasze drobne chwile. To one budują więź, miłość, poczucie przynależności, spokój, tradycje i tworzą te magiczne momenty, które mam nadzieję, że zostaną nie  tylko z rodzicami, ale przede wszystkim z naszym młodym pokoleniem.





Czerwiec to już dla mnie początek wakacji. To przede wszystkim lato. W tym roku maj nie rozpieszczał nas pogodą. W tym roku czerwiec rozpoczęliśmy rejsem statkiem po Morzu Śródziemnym. Więc lato weszło nam na bogato. Tyle miejsc zwiedziliśmy dzięki tego typu możliwości podróżowania. Po powrocie do realiów naszych, pogoda  zrobiła się istnie południowa. Od razu inaczej człowiek patrzy na świat. Witamina D3 sama się uaktywnia i daje moc na cały dzień. Po prostu chce się żyć. Początek naszej letniej przygody to również spotkanie w motylarnii z egzotycznymi okazami. Mogłyśmy zobaczyć jak przeistacza się motyl, nakarmić go i poczuć ich magię.
Zrobiliśmy sobie również prezent w postaci przepysznych rolek z Sushi Mango w Lubinie. Na początku tylko ja delektowałam się tymi smakami. Z czasem dołączyć do nich mój mąż. Teraz to i dziewczyny wbijają zęby w te pyszności. Już nie jestem sama. Teraz trzeba walczyć o każdy kęs. HEHEHEHE.





Po powrocie z wakacji marzeń koleżanki zaprosiły mnie na wieczór z owocami morza i degustacja wina. Oj jakie to wszystko było pyszne. Nawet mój czerwony nos od kataru ( zmiana klimatu plus klimatyzacja dały o sobie znać) nie popsuł mi wieczoru. Co jakiś czas w naszym mieście organizowane są kolacje z dodatkiem win. Panowie przedstawiają nam wina w doborowym towarzystwie przysmaków pasujących smakowo do ich wytrawności.



Mała niespodzianka na nas czekała po powrocie z rejsu. Pogoda jaka była w Polsce to każdy wie- zimno, mokro, pochmurno. Moje warzywka zarosły masakrycznie. Pomidory poszły w liście. Wszędzie chwasty. No nic - trzeba zabrać się do porządków.



Udało mi się dostać na konferencję dotyczącą leczenia ran w Zielonej Górze. Merytorycznie i praktycznie mega przygotowane. Chcemy więcej!


Oczywiście musiałam jeszcze odbębnić zajęcia na specjalizacji. To już moje ostatnie spotkania. W czerwcu jeszcze jeden zjazd i we wrześniu ostatni. Czyżby to był koniec mojej edukacji? Myślę, że nie. Poszukamy coś nowego.
A widzicie ile to moje dziecko zjada?  Mamy taką ulubioną knajpkę gdzie cała moja trójka chętnie przyjeżdża na obiadki. Dużo, smacznie, świeżo, szybko. Nawet wybredne brzuszki chętnie posmakują domowej kuchni pani Małgosi.


 Czerwiec to mega dużo wizyt kontrolnych moich pociech. Od szpitala do szpitala, a to jeszcze nie koniec.

Lipiec 2026 i pełnia wakacji

Lipiec to czas na jagody. Nie może się obejść bez pierogów i jagodzianek. Chociaż raz , jeden jedyny raz , ale musi być. Inaczej lato nie za...